Za dziecka „czytałem” lektury. Słowo czytałem to lekkie nadużycie. Brałem streszczenia z Bryka, zaliczałem sprawdzian i szedłem dalej, przekonany, że znam książkę.

W dzieciństwie nie lubiłem lektur. Do niektórych wróciłem dopiero jako dorosły, kiedy sam zacząłem lubić czytanie. Wziąłem z półki Małego Księcia. Spodziewałem się nostalgii i znajomych haseł. Dostałem coś innego.

To, co zapamiętałem z dzieciństwa, i to, co przeczytałem teraz, to technicznie jedna książka. Praktycznie dwa różne przesłania. Saint-Exupéry napisał to w 1943, a i tak trafił w mój zwykły wtorek dokładniej, niż miło mi przyznać1.

Dzieciom zostaje fabuła. Nam zostaje diagnoza

Ta książka prawie się nie starzeje, bo prawie nic w niej nie jest z epoki. Nie ma marek. Są typy.

Król rozkazuje rzeczom, które i tak się wydarzą. Próżny żyje dopiero wtedy, gdy ktoś klaszcze. Pijak sięga po ulgę ze wstydu, że sięga. Biznesmen liczy gwiazdy i nigdy ich nie ogląda. Latarnik gasi i zapala latarnię, bo tak musi. Geograf rysuje mapy krajów, w których nigdy nie był.

Przy prawdziwym czytaniu miałem ochotę się zaśmiać. To nie alegoria „dawnych dorosłych”. To tryby, w które wchodzę między śniadaniem a snem.

Na której planecie dziś jesteś?

Nie musisz lubić alegorii. Stuknij planetę poniżej - każda ma własny światek i opis, jak ten tryb wygląda w zwykłym tygodniu.

U mnie najczęściej wraca biznesmen. Potrafię godzinę liczyć rzeczy, które „powinienem ogarnąć”, i nazywać to życiem. Potem łapię się, że od tygodnia nikt nie dostał ode mnie zwykłej, niczym nieusprawiedliwionej obecności.

Wieczorem wystarczy jedno zdanie: „dziś byłem głównie…”. Jak ta sama etykieta wraca trzy dni z rzędu, coś już wiesz - zanim zdążysz opowiedzieć sobie ładniejszą historię.

„Oswoić” znaczy coś innego, niż myślałem

Polskie „oswoić” brzmi jak tresura. W oryginale lis mówi apprivoiser: zrobić z kogoś kogoś, a nie kolejnego przechodnia2. Nie czar. Nie chemia. Czas i powtórzenia.

Lis ustawia to jak prostą instrukcję: siadasz dalej, potem bliżej, o stałej porze, żeby druga strona mogła Cię oczekiwać. Brzmi dziecinnie. Potem patrzysz na własne „wpadnijmy kiedyś” i widzisz, czemu z tego nic nie wyrasta.

Psychologia przywiązania opisuje podobną intuicję bez lisów. Bliska osoba może być bezpieczną bazą: wracasz, łapiesz grunt, znowu wychodzisz3. Cindy Hazan i Phillip Shaver pokazali, że teorię przywiązania można użyć do rozumienia relacji romantycznych dorosłych. Bezpieczeństwo, unikanie i lęk pomagają opisać różne sposoby budowania bliskości4. To nie etykiety na związek. To wskazówki, które mogą pomóc zrozumieć własne zachowania - także czemu dostępność „jak akurat mam ochotę” rzadko buduje coś trwałego.

Zdanie, które mnie najbardziej poruszyło przy drugim czytaniu: jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś. Nie jako ładny cytat. Jako fakt. Ktoś wszedł w Twój rytm. Od tej pory Twoja obecność i Twoje znikanie coś znaczą - nawet gdy nazywasz to wolnością. Odpowiedzialność nie oznacza, że musisz być zawsze dostępny. Oznacza, że nie udajesz, iż to nic nie waży.

Dwa krzesła, cienka nić i księżyc. Co tu jest oswojeniem - zostawiam Tobie.
Dwa krzesła, cienka nić i księżyc. Co tu jest oswojeniem - zostawiam Tobie.

Policzone gwiazdy, niewidzialna róża

Biznesmen w książce jest właścicielem gwiazd, których nie widzi. Ma liczbę. Nie ma zachodu słońca.

Mózg lubi to, co łatwo zmierzyć, i spycha resztę na bok5. Potem dokładasz kolejne „więcej” i wracasz do tego samego pustego punktu, tylko z ładniejszą liczbą6. Pełny tydzień. I wrażenie, że tydzień Cię ominął.

Możesz mieć całe niebo w liczbach i nie mieć ani jednej rzeczy, która świeci sama z siebie.
Możesz mieć całe niebo w liczbach i nie mieć ani jednej rzeczy, która świeci sama z siebie.

Pytanie, które zadaję sobie po niedzieli, jest proste: z czego w tym tygodniu został mi smak, a z czego tylko wynik? Jak smaku mało, nie potrzebuję kolejnej książki. Potrzebuję jednej rzeczy, której nie da się policzyć - i zrobienia jej naprawdę.

Kapelusz, którego nadal nie widzę

W książce dorośli patrzą na rysunek i mówią: kapelusz. Dzieci widzą węża, który połknął słonia. Ja po latach też łapię się na kapeluszu - na skrócie, na „znam tę historię”, na szybkim przewinięciu do cytatu.

Mały Książę jest ponadczasowy nie dlatego, że jest „piękny”. Dlatego, że wciąż trafia w te same dziury uwagi: oklaski zamiast życia, liczby zamiast doświadczenia, obowiązek bez sensu, mapy bez wyjścia z domu, więzi bez rytuału.

Otworzyłem cienką książkę z nostalgią. Zamknąłem ją z jednym niewygodnym pytaniem: ile mam gwiazd, a ile róż, za które faktycznie odpowiadam?

Przypisy

  1. Antoine de Saint-Exupéry, Le Petit Prince (1943). Krótka powieść z emigracji w USA; od dekad czytana jako książka „dla dzieci”, która najmocniej diagnozuje dorosłych. ↩
  2. W oryginale lis tłumaczy apprivoiser jako tworzenie więzi: ktoś przestaje być obojętny, staje się wyjątkowy przez czas, rytuał i odpowiedzialność. Polskie „oswoić” łatwo myli z tresurą. ↩
  3. R. Chris Fraley, A Brief Overview of Adult Attachment Theory and Research - bezpieczna baza oraz wzorce unikania i lęku u dorosłych. ↩
  4. Cindy Hazan i Phillip Shaver, Romantic love conceptualized as an attachment process (Journal of Personality and Social Psychology, 1987). ↩
  5. Daniel Kahneman, Thinking, Fast and Slow - m.in. o tym, jak łatwo mierzalne sygnały wypychają z decyzji to, czego trudniej policzyć. ↩
  6. Philip Brickman i Donald Campbell, „Hedonic Relativism and Planning the Good Society” (1971) - hedoniczny bieżnik: „więcej” szybko wraca do punktu wyjścia bez zmiany jakości uwagi. ↩