Mieliście tak, że popełniliście jakąś gafę i wstyd Wam było za to niemiłosiernie?
Ja na imprezie pomyliłem imię kumpla. Mega spoko gość, naprawdę. Gorzej, że nie zrobiłem tego raz. Nie byłem pewny, zaryzykowałem, a potem walnąłem się jeszcze raz. Boże, co za wstyd.
On uśmiechnął się i poszedł dalej z rozmową. Ja wracałem do tej sceny przez cały tydzień, jakby ktoś nagrywał mnie w 4K.
Sztywnik to nie zawód. To ucieczka
„Sztywnik” brzmi jak przezwisko z podwórka. U mnie oznaczało coś prostego: nie ruszaj się za bardzo, nie żartuj, nie daj się złapać na byciu człowiekiem.
Po śmierci i tak będziemy sztywni. Dosłownie. Nie trzeba ćwiczyć już teraz. Życie jest łatwiejsze, jeżeli jest zabawniejsze.

W artykule o perfekcjonizmie pisałem o polerowaniu klamek zamiast otwierania drzwi. Tu mam podobny odruch: zamiast wejść w rozmowę, ustawiam twarz na „profesjonalnie spokojną” i liczę, że nikt nie zauważy, że boję się śmieszności.
Kto idealniejszy, lepszy
Zrób sobie mały test, zanim cokolwiek Ci opowiem. Dwie osoby. Podobnie ogarnięte. Jedna bez wpadki, druga z drobną gafą i żartem z siebie. Kogo bardziej lubisz? Komu bardziej ufasz?
Okazuje się, że ktoś to już sprawdził w laboratorium. Elliott Aronson z kolegami w 1966 nagrał kompetentnego faceta, który nagle robi głupotę - rozlana kawa, potknięcie w quizie. Ludzie lubili go bardziej niż tę samą wersję bez plamy1. Nazwali to efektem potknięcia. Nie chodzi o to, żebyśmy się specjalnie obijali. Jak umiesz coś robić i od czasu do czasu się potkniesz, zwykle wychodzisz na tym lepiej niż koleś bez żadnej rysy.
Jak ktoś od progu jest totalnym chaosem, gafa nic magicznego nie dokłada. To działa dopiero wtedy, gdy wcześniej widać, że ogarniasz.
Reflektor w głowie świeci tylko na Ciebie
Przy imieniu było tak samo. On poszedł dalej tańczyć albo po kolejne piwo. Ja zostałem z tym wstydem. Przez kilka dni poprawiałem w głowie dialog, jakby ktoś miał to jeszcze raz odtworzyć. Po dwóch dniach on pewnie myślał o rachunku za prąd, a ja nadal o tym, że powiedziałem złe imię.
Dopiero później przeczytałem, że przeceniamy, jak mocno inni zauważają nasze wpadki2. Ludzie w żenujących koszulkach myśleli, że połowa sali to zapamięta. Zapamiętywało dużo mniej. No właśnie.
Bardziej żałujemy pustych miejsc niż głupich klatek
To mnie boli bardziej niż źle wypowiedziane imię. Tuż po wpadce boli to, co zrobiłeś. Później bardziej bolą dziury: niewysłany mail, niewypowiedziane „chodźmy”, niewzięty urlop, żart, którego nie puściłeś. Z czasem mocniej siedzi to, czego nie zrobiłeś - i nie jestem w tym sam3.
Myślałem, że jak będę sztywny, to nic mnie nie złapie. Potem otwieram notes i mam listę „gdybym wtedy…”. Po śmiesznej próbie zostaje choć anegdota. Po braku próby zostaje głównie cisza.
Co śmiech robi z ciałem (bez cudów)
Nie sprzedaję Wam tu, że śmiech leczy wszystko. Po prostu: po wieczorze z kimś, kto potrafi się śmiać z siebie, rano mam mniej sztywności w barkach. Czasem to tylko zmęczenie. Czasem mam wrażenie, że ciało zapamiętało: da się być nieidealnym i nadal mile widzianym.
Humor nie jest zastrzykiem cudów, ale bywa, że z nim lżej oddychać i łatwiej z kimś pogadać4. Na dziś wystarczy mi ciepło, żart i ludzie, zanim nastrój wali w ścianę.

Z kim jesz obiad, tym oddychasz
Zauważyliście, że po kolacji z wiecznie obrażonymi wracacie do domu jak po przesłuchaniu? A po stoliku, gdzie ktoś mówi „też bym się wtopił” i zamawia następne - jakoś lżej?
Nie potrzebuję do tego wykładu. Nastroje skaczą między ludźmi, czy chcemy czy nie56. Otoczenie robi robotę, zanim zdążysz „zmotywować się” w telefonie.
Jak towarzystwo traktuje każdą gafę jak proces, łatwo zostać sztywnikiem z nawyku. Przy ludziach, którzy umieją się z siebie pośmiać, wtopa rzadko kończy wieczór. Humor w grupie rzadko jest talentem solo - nawet jak śmiejsz się z własnego żartu, częściej robisz to przy kimś.
Żyj, zanim zostaniesz skamieniały
Jeżeli dziś coś ma Ci wyjść: nazwij na głos starą plamę albo zaproś kogoś, przy kim się śmiejesz. Albo wypowiedz zdanie, które odkładasz „bo głupio”.
Jak jest ciężko, czasem pomaga nawet głupi uśmiech do siebie w lustrze. Nie gwarantuję cudów - u mnie bywa, że ciało trochę odpuszcza, nawet jeśli w głowie nadal jest burza.
Aaaa i na koniec - pamiętacie tego kumpla z imprezy, któremu dwa razy pomyliłem imię? Ciekawi Was jak miał na imię? Mnie też, bo do dzisiaj nie pamiętam...
Przypisy
- Aronson, Willerman, Floyd, The effect of a pratfall on increasing interpersonal attractiveness - Psychonomic Science (1966): kompetentna osoba po drobnej wpadce bywa oceniana jako bardziej sympatyczna. ↩
- Gilovich, Medvec, Savitsky, The spotlight effect in social judgment - Journal of Personality and Social Psychology (2000): przeceniamy, jak mocno inni zauważają nasze wpadki. ↩
- Gilovich, Medvec, The experience of regret: what, when, and why - Psychological Review (1995): z czasem silniej żałujemy zaniechań niż działań. ↩
- Rod A. Martin, The Psychology of Humor - przegląd badań: humor i śmiech a nastrój, stres i funkcjonowanie społeczne. ↩
- Hatfield, Cacioppo, Rapson, Emotional Contagion - Cambridge University Press (1994): nastroje przenoszą się między ludźmi. ↩
- Christakis, Fowler, Dynamic spread of happiness in a large social network - BMJ (2008): szczęście ma tendencję do rozchodzenia się w sieciach społecznych. ↩
